|
Mukowiscydoza - to słowo
usłyszałam 26 lutego 2003 roku w szpitalu w
Rabce - Zdroju od dok. Andrzeja Pogorzelskiego.
Miałam wtedy 27 lat, żadnymi słowami nie da
opisać się tego co wtedy poczułam i jaki koszmar
przeżywałam z każda kolejną sekundą. Lekarz
powiedział że moje płuca wyglądają jak płuca
60-letniej całe życie palącej papierosy kobiety
a ja przecież nigdy nie paliłam! Powiedział, że
to przez to, iż choroba została wykryta u mnie
tak późno i poczyniła już w moim organizmie
nieodwracalne zmiany, ale że mam się nie martwić
bo jak na osobę która nigdy nie była leczona
odpowiednio to i tak nie jest źle, reszta do
mnie już nie docierała, w mojej głowie było
tylko jedno: " umrę, niedługo umrę" !
Od razu przypomniałam sobie program Ewy Drzyzgi
" Rozmowy w toku" to w nim usłyszałam słowo "mukowiscydoza"
po raz pierwszy. Oglądałam go jakiś czas temu i
to tylko dlatego że w połowie emisji zadzwoniła
do mnie moja mama, krzycząc do słuchawki: "
Asieńko szybko włącz na TVN , wszystkie objawy
jakie mają Ci chorzy masz i ty więc może ty też
jesteś na to chora ?". Pamiętam jak dziś jak się
na nią wtedy wkurzyłam ale posłusznie włączyłam
telewizor i niezbyt uważnie oglądałam końcówkę
programu, jedyne co z niego zapamiętałam to, że
jest to choroba genetyczna, nieuleczalna i że
można z nią dożyć jedynie 30 lat !
Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, więc
jednak moja mama miała rację, mam "to", jestem
chora, jestem chora na mukowiscydozę! Siedziałam
odrętwiała , moje ciało było jak martwe tylko
mój mózg pracował na najwyższych obrotach.
Wspomnienia bombardowały mnie lotem błyskawicy,
w ułamku sekundy przeżyłam całe swoje życie raz
jeszcze te wszystkie choroby, zapalenia płuc,
ciągłe pobyty w szpitalach, ciągły kaszel,
problemy z wagą itd.
Nagle oprzytomniałam, nie to niemożliwe, moja
psychika wypierała informacje, lekarz na pewno
się pomylił, przecież ja miałam już jedną
diagnozę z którą żyłam tyle lat i która brzmiała
"stare ognisko zapalne w lewym dolnym rogu płuca
z powodowane nie do końca wyleczonym zapaleniem
płuc w wieku niemowlęcym", przez to mam słabszy
system
odpornościowy i dlatego często choruję! Całe
swoje życie nie potrafiłam się z tym pogodzić a
teraz pragnęłam żeby to było prawdą.
Tamtego dnia, chociaż mój stan zdrowia był
bardzo poważny, okazałam się tchórzem i nie
myśląc nad konsekwencjami swojej decyzji,
zapominając o zdrowym rozsądku wiedziałam tylko
jedno że muszę opuścić ten szpital,to miejsce,
że muszę uciec, uciec jak najszybciej!
Na szczęście lekarz to zrozumiał, wiedział w
jakim byłam szoku i nie próbował zatrzymać mnie
na siłę w szpitalu, powiedział tylko że od tej
choroby nie da się uciec i żebym nie
bagatelizowała jego zaleceń tylko pilnie
wszystkiego przestrzegała a wtedy spowolnię
proces postępowania choroby. Na sam koniec
uśmiechnął się jeszcze do mnie i dodał: "spokojnie z tą chorobą da się w miarę normalnie
żyć" Szłam korytarzem szpitala patrząc na te
wszystkie biedne chore dzieci i młodzież oddychające
tak głośno i ciężko jakby były rybami
wyrzuconymi na brzeg, były takie blade i
szczupłe, przeraźliwie kaszlące każde z
założonym wenflonem, niektóre podłączone do
tlenu i tak się zastanawiałam co ten lekarz do
mnie mówił, jak z czymś takim można normalnie
żyć???
Wieczorem byłam już w domu. Osłabiona chorobą
oraz całodziennym płaczem leżałam w łóżku
patrząc na stosy leków, co wtedy czułam ? Nic,
zupełnie nic. Nic nie czułam. O niczym nie
myślałam. Leżałam tak bez życia tylko gdzieś w
głębi duszy wiedziałam że teraz już będzie
inaczej, że moje życie się zmieni, że ja się
zmienię ... |